Historia tego niezwykłego, polskiego samochodu sięga 1956 roku kiedy to zaczęto prace nad prototypami "maluchów". Rok później w WSK (Wytwornia Sprzetu Komunikacyjnego) Mielec dwa prototypy ujrzały światło dzienne. W 1958 roku poddano intensywnym testom 17 sztuk tego modelu. Od 1958 do 1960 roku wyprodukowano 1728 tych minisamochodzików. Wytwarzano je w Mielcu i Rzeszowie (WSK nadal jest częścią Polskich Zakładów Lotniczych). Fabryka w Rzeszowie pracowała nad silnikiem, natomiast Mielec zajmował się resztą przedsięwzięcia.Wbrew pozorom Mikrus był doskonałym, małym samochodem, mogącym konkurować z ówczesnym FIAT'em 500, BMW Isseta Citroen'em 2CV i innymi samochodzikami lat 50 i 60. Polski "maluch" miał mały silnik, który doskonale radził sobie podczas jazdy. Jakość wykonania była na przyzwoitym poziomie, głównie dzięki zastosowaniu materiałów zwykle służących do budowy samolotów. Mikrus doskonale spełniał rolę rodzinnego samochodu z najniższej półki. Trzeba sobie przypomnieć, że na polskich drogach "królowały" wtedy Syreny i Warszawy.Zadziwiające jest to, że pewna ilość aut przetrwała do dziś i mimo niedostatku części (np. 10 calowe felgi) nadal jeżdzą po polskich drogach. Prowadzenie Mikrusa wymaga pewnych przyzwyczajeń - tak na przykład wprawy wymagała zmiana biegów w niezsynchronizowanej skrzyni biegów, gdzie dodatkowo klasyczny schemat "H" torów prowadzenia drążka zmiany biegów był obrócony o 90 stopni! Jak był to prosty samochód świadczy fakt, że nie było nawet klapy bagażnika, bagaż trzeba było zabierać do kabiny pasażerskiej.Mikrus miał wszelkie cechy, żeby się stać autem tak popularnym jak np. wpomniany FIAT 500, jednak "żelazna kurtyna" uniemożliwiła dalszy rozwój tego przedsięwzięcia, być może nasi "przyjaciele" ze wschodu przestraszyli się konkurencji dla rodzimego malucha Zaporożca. Sąsiedzi "doradzili" aby zaprzestać produkcji. Na tym historia udanej polskiej konstrukcji małego samochodu rodzinnego się skończyła. Jednakże dzieło WSK Mielec trwale wpisało się w dzieje polskiej motoryzacji.Na zdjęciu Mikrus.
To było moje pierwsze auto. Nie sposób nie wspominać ciepło swego pierwszego samochodu. I to mimo, że rzeczywiście psuło się codziennie. Predkość maksymalna nie przekraczała 80km/h, przy wyższej silnik momentalnie się zacierał. Ale jezdziło! Nie odważyłem się nigdy na dalszy (poza miasto) wyjazd. Ech, co to były za czasy!
Free web analytics