Droga stanowa w pobliżu downtown miasta Portland, Oregon [fot. ekipa TAS]
|
|
Podróż samochodem po Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej to wielka przyjemność, ale i konieczność, bowiem kraj to ogromny, miejscami rzadko zaludniony i przeciętny Amerykanin spędza za kółkiem swego samochodu mnóstwo czasu, jadąc do pracy i do domu, na zakupy czy też na wakacje.
Do podróżowania samochodem zachęca wciąż niska cena paliwa i choć Amerykanie coraz bardziej zaczynają odczuwać podwyżki tego strategicznego surowca (wzrost ceny detalicznej mniej więcej o 300% w ciągu 2 lat), to jazda samochodem nadal stanowi ważny element życia przeciętnego Amerykanina. Do tego stopnia ważny, że poruszanie się bez samochodu, pieszo, wzbudza zainteresowanie okolicznych mieszkańców i policji.
Większość samochodów poruszających się po amerykańskich drogach to auta z automatyczną skrzynią biegów (a więc bez pedału sprzęgła dla kierowcy), wyposażone często w tempomaty (a więc urządzenie chwilowo eliminujące z użycia również pedał hamulca i przyspieszenia), ułatwiające jazdę na długich dystansach z jednakową lub lekko zmienną prędkością (tutaj rzadko kto łamie przepisy drogowe, jeśli chodzi o prędkość poruszania się). Na uwagę zasługują często spotykane czerwone światła kierunkowskazów, niewiele różniące się od tylnych świateł stopu. Oczywiście auta produkowane na rynek amerykański są z zasady potężniejsze, o podniesionym zawieszeniu i dużej pojemności skokowej silnika.
Na osobny rozdział opowieści zasługują znakomicie utrzymane i oznakowane nawierzchnie dróg - płaskie, dobrze wyprofilowane, regularnie odśnieżane, z odpowiednią liczbą pasów i zjazdów. O tym, że autostrady są tu jedne z lepszych na świecie, wspominać nie trzeba.
Ciekawostką są słowne znaki drogowe (i to w kraju, w którym istnieje analfabetyzm, a spora część napływowej ludności z trudem porozumiewa się po angielsku). Mamy więc napis "one way" zamiast piktogramu białej strzałki w niebieskim kwadracie, słowne ograniczenia prędkości (oczywiście w milach na godzinę). Do nielicznych znaków drogowych znanych nam, Europejczykom, należy znak "stopu". Ale i w tej materii czeka nas niespodzianka, bowiem co jakiś czas zdarzają się skrzyżowania dwóch równorzędnych ulic z 4. znakami "stop" - zasada jest tu taka, że zatrzymują się wszyscy, a kolejność przejeżdżania przez skrzyżowanie zależy od tego, kto pierwszy pojawił się na krzyżówce. |